Noworoczny mecz w Paryżu

1923

„… pierwszy mecz odbył się na początku lat 20., prawdopodobnie w 1923 lub 1924 roku. Jak chce legenda, „twórcą” tradycji był znakomity obrońca „Pasów” Ludwik Gintel, który wracając nad ranem z kolegami z klubu z balu sylwestrowego, miał rzucić: – No to co, chłopaki, idziemy pograć w piłkę na nasze boisko?”. przeczytałem dziś na portalu 90minut.pl, a niemal identyczne czytam co rok to tu to tam.

Gintel może i rzucił taki tekst, lecz na pewno nie w roku 1923. Trochę daleko miałby. Był bowiem wtedy razem z całym zespołem w Paryżu, gdzie grał … mecz. W Sylwestra z Servette Geneve a w Nowy Rok z dziś zapomnianym klubem Red Star Paris.

Czy to wspomnienie tej gry i szampańskiego Sylwestra w Paryżu zaprowadziło piłkarzy na boisko w któryś z następnych Nowych Roków?

O pierwszym opisanym w prasie noworocznym meczu  Cracovii w Krakowie pisałem, jakże by inaczej, rok temu tu [1]. A relacje z paryskiego meczu są tu [2].

FC Barcelona w starym fleszu

1923

Dziś zapraszam do fotogalerii z meczu FC Barcelona – Cracovia. 1:1 (0:1) dnia pierwszego i 7:1 (2:1) dnia drugiego. Półtorej wielkiego meczu Cracovii z wielką Barceloną. Cudowny moment z meczu. Bombardowanie bramki Cracovii. Bohaterska i
rozpaczliwa obrona Popiela, który broni jak tygrys. Najlepszy dzień w
jego życiu.


(kliknij by powiększyć)

Fotogaleria jest do obejrzenia tu [1], a relacje do poczytania tu [2] i tu [3].

Cracovia Wisłę znosi na rękach

1923

Finał Mistrzostw Polski. Po zdecydowanej (3:0) porażce we Lwowie  Pogoń wydaje się faworytem rewanżu z Wisłą. Poganiaczom wystarczy remis, Wisła musi wygrać. Wynik bramkowy nie ma znaczenia – zwycięstwo Białej Gwiazdy oznacza trzeci dodatkowy mecz. I tak się dzieje – wiślacy zwyciężają 2:1, a z boiska nie schodzą sami. To piłkarze Cracovii znoszą ich na rękach. Wszak Kraków zwyciężył!

Gdzieś tam między sporami działaczy, między kłótniami kibiców sportowcy potrafili docenić innych sportowców.

A happy endu nie było, na neutralnym boisku w Warszawie Wisła przegrała trzeci mecz 1:2.

Wisła Cracovię znosi na rękach

1923

Turniej 20-lecia Czarnych Lwów. Gra śmietanka polskiej piłki: Czarni, Pogoń, Cracovia i Wisła. Starzy dobrzy znajomi mierzący się od lat. Ale i wielcy rywale walczący do utraty tchu. Tu nikt nikomu nie odpuści, nie jeden raz trzaskały kości. Niesamowity ścisk na trybunach – to lwowianie przyszli zobaczyć mecze Wielkiej Czwórki.

Jest walka, ale jest i święto. W pierwszy dzień turnieju w piątek po meczu z  Pasami gracze Czarnych znoszą na ramionach z boiska swego zawodnika. W niedzielę na pierwszym tego dnia meczu spotyka to świętującego jubileusz zawodnika Białej Gwiazdy. Ale sensację przynosi ostatnie decydujące spotkanie turnieju. Cracovia po niesamowitej walce zwycięża Pogoń 2:1, a zawodnicy Wisły wynoszą na rękach całą drużynę Cracovii.

Bo jest czas wojny, ale jest i czas pokoju. Bo odwieczny rywal to może i wróg, ale przede wszystkim ktoś godny szacunku.

Więcej o turnieju tu [1].

A ja od razu zapowiadam – ponieśli i w drugą stronę!

Bo słupki były niebieskie

1923

Chyba najbardziej żenujący moment w historii Pasów. Przegrane derby. Białoczerwoni jeszcze tego nie wiedzą, ale może już czują, że za kilka miesięcy po raz pierwszy w historii stracą pozycję nr 1 w Krakowie. I składają protest, bo słupki były nie białe, ale białe z odcieniem niebieskiego!

 

Cracovia tak naprawdę w swojej ponad stuletniej historii nigdy nie prowadziła działalności, która przynosiłaby jakaś ujmę, jakiś wstyd. – powiedział w dotąd niewyemitowanym filmie dla Discovery TVN Historia prezes stowarzyszenia KS Cracovia Józef Lassota. Fakt, tak było. W zakresie rzeczy ważnych i bardzo ważnych w historii Cracovii nie ma wstydliwych miejsc. Ale ten protest – co z tego, że słuszny –  powodu do dumy nie przynosi. Trzeba było zjeść tę żabę, nawet jeśli była niebieska. Bo była taka sama dla obu stron.

A o feralnym meczu więcej tu [1].

Szacunek w Łodzi

1923

Dziś skan, który mówi jak wielkim szacunkiem darzono Cracovię i jaką rolę pełniła w Polsce. Polski Manchester polskim Atenom.

 

Jest tu jeszcze jedna rzecz ciekawa. Publiczność kłania się słynnemu zawodnikowi gości, ale i on kłania się kibicom gospodarzy. Może byłoby miej gwizdów,, mniej wyzwisk gdyby i dziś piłkarze miast pokazywać prowokacyjne gesty przed/po/zamiast gola z szacunkiem powitali ludzi, którzy zapłacili by ich oglądać?

A o obu meczach – bo dzień po dniu grano, a rywalem był ŁKS – więcej tu [1] i tu [2].